Next Prev
 

Menu

O „Mapie” Barbary Sadurskiej pisze Józef Olejniczak

Tagi: , , , , , , , ,

Zaczynamy publikację wypowiedzi jurorów o książkach nominowanych w 5. edycji Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza. Jako pierwszy publikujemy tekst prof. Józefa Olejniczaka dotyczący „Mapy” Barbary Sadurskiej, wydanej przez Niszę.

Barbara Sadurska, Mapa. Wydawnictwo „Nisza”, Warszawa 2019.

Mapa jest powieściowym i książkowym debiutem Barbary Sadurskiej (rocznik 1974). Dotąd pisała, nagradzane zresztą, opowiadania i scenariusze. Od razu napiszę, chociaż zwykle uchylam się przed takimi jednoznacznymi wartościującymi sądami, debiutem dojrzałym i znakomitym. To powieść świetnie „skonstruowana”, opowiadająca wielowątkową, rozciągniętą w czasie i przestrzeni, fascynującą historię jednej mapy.

Rozpoczyna się (rozdział Bezsenność) monologiem czterdziestoparolatka podróżującego samochodem i wspominającego swoje małżeństwo zawarte w stanie wojennym i jego trudne początki oraz rozmowy z żoną: o rozwodzie i problemach związanych ze spadkiem po śmierci jej bogatego ojca, który był renomowanym profesorem prawa o znakomitym dorobku, ze świetnymi międzynarodowymi kontaktami, nie akceptującym jego związku z córką. Po nocy samotnie spędzonej w hotelu spotyka się po latach z córką, a z rozmowy z nią dowiaduje się o tym, że była żona jest umierająca…

Tak by można rozpocząć rekonstrukcję fabuły powieści Sadurskiej, ale tak się nie powinno jej rozpoczynać! Za duża strata, bo fabuła Mapy jest powikłana, opowiedziana nielinearnie, pozornie nie zachowuje przyczynowo-skutkowego porządku. „Pozornie”, bo w finale powieści wszystkie jej wątki się splatają, przeplatają i wzajemnie wyjaśniają Autorka powieści od pierwszego akapitu niejako zaprasza czytelnika do wspólnej pracy nad jej rekonstrukcją i jednocześnie do wspólnego wyjaśniania tajemnicy tytułowej mapy, której historia stanowi jeden z głównych wątków fabularnych. Przyznam jako czytelnik, że to spora frajda takiego – napisałbym falującego – zbliżania się i oddalania do i od tajemnicy mapy oraz mrocznych dziejów rodziny głównego współczesnego bohatera powieści. Podkreślam: współczesnego; bo historia mapy rozpoczyna się w XV wieku w Hiszpanii i związana jest z Wielką Inkwizycją, a przenosi nas też do osiemnastowiecznej Flandrii, w mroczne czasy holokaustu, przeżywany w Krakowie 1968 rok (w efekcie rozruchów studenckich bohater został relegowany z uczelni), obozu koncentracyjnego w Trawnicy, czy w dramatyczny epizod masakry w Srebrenicy w 1995 roku w czasie wojny na Bałkanach. Prowadzi czytelnika ta historia także do współczesnego Heidelbergu, niemieckiej Bydgoszczy (Brombergu) i Bydgoszczy współczesnej. Jest w Mapę wpisanych parę fabuł, śladów, mrocznych śladów, historii chrześcijaństwa, europejskiego antysemityzmu, faszyzmu, holokaustu, nieprawości w komunistycznej Polsce. Przesyt wątków pobocznych, tekstowy labirynt? Nic z tych rzeczy! Bo Sadurska z precyzją oprowadza po tych labiryntowych ścieżkach, fragmentami z humorem, a gdzie indziej sięgając do poetyki grozy. W ostatnich akapitach powieści precyzyjnie wyjaśnia ten nielinearny, porozbijany na drobne kawałki-epizody, sposób opowiadania. Fundamentem tej opowieści okazuje się pamięć konsekwentnie prowadzącego monolog głównego bohatera. Pamięć nie jest – to wiemy – dobrą podstawą realistycznej rekonstrukcji dziejów. A Sadurska dodatkowo obdarza głównego bohatera schorzeniem polegającym na zanikach pamięci. W ostatnich epizodach przebywa on w szpitalu w Bydgoszczy, a odwiedziny córki (i całą powieść) kończy następujący dialog: „Za sześć minut masz pociąg do Warszawy. A stamtąd. Nie zobaczymy się już nigdy, tato. ‒ Kim jesteś? ‒ Nie pamiętam.”

Muszę na koniec zadać pytanie banalne: o czym Mapa jest? Poza dyskusją jest to, iż daje czytelnikowi wielką przyjemność lektury, Sadurska sprawiła, że czuje się (ja się tak czułem) on jakby współgospodarzem tego tekstu, a opowiedziana w nim tajemnica mapy staje się jego (moją się stała) tajemnicą, dręczącą, powracającą, natrętną… Nie wiem, czy przeżywany wspólnie czas zarazy jest dobrym czasem na czytanie powieści o tym, jak w kulturze europejskiej zło się zagnieździło i ciągle w nieoczekiwanych paroksyzmach powraca, jest natrętne, jest skuteczne… Tak, trzeba Mapę czytać, powoli, nie jeden raz, w tej powieści zawarta jest ważna nauka i przestroga. Świetny to debiut, „dobrze się myśli literaturą…”, jak zatytułował swoją ostatnią książkę Ryszard Koziołek.

Józef Olejniczak