Next Prev
 

Menu

Co po literaturze w czasach zarazy? Odpowiada Dorota Kotas.

Kilka tygodni temu poprosiliśmy autorki nominowane do Nagrody Gombrowicza (w V edycji) o napisanie tekstu nt. temat: Co po literaturze w czasach zarazy?
Jako pierwszą publikujemy wypowiedź Doroty Kotas, autorki książki „Pustostany”. 
 

Czy jest potrzebna?

Myślałam o tym tekście dziś w nocy. Akurat nie mogłam spać, a zawsze bardzo poważnie podchodziłam do odrabiania pracy domowej. 1800 znaków to nie za dużo, dlatego chciałam sobie wszystko dokładnie przemyśleć. Rano zjadłam parówki sojowe i poczułam się gotowa, żeby napisać. Niestety, pomyliły mi się tematy i źle zapamiętałam pytanie tytułowe. To stary problem. W szkole jako jedyne dziecko w klasie, uczennica z nadmiernie plastyczną pamięcią, musiałam zapisywać prace domowe w zeszycie i chodzić do nauczycieli po podpis, którym potwierdzano, czy zrozumiałam. Teraz też – myślałam że mam ocenić, czy literatura w czasie zarazy jest POTRZEBNA. Chciałam napisać że nie jest, żeby się jakoś wyróżnić. Miałam taki argument: potrzebne są cierpliwość, mądre zasady, konsekwencja i troska o innych ludzi. Oczywiście wszystkie te rzeczy są do pewnego stopnia składnikami literatury. Ale jednak literatura ma to do siebie, że jest potrzebna tym, którzy jej potrzebują. Znam osoby, które niczego nie czytają. Nigdy, nie tylko w czasie zarazy, bo mają do książek wrodzony wstręt. Taką osobą jest też mój ojciec – człowiek, który nie przeczytał w swoim życiu ani jednej książki. Polecałam mu Pustostany, ale umiałam skutecznie przekonać, że warto. Na razie zgodził się odłożyć jeden egzemplarz w garażu. Mówi, że może coś przeczyta, jak będzie stary, bo teraz nie ma czasu. Kiedy dostałam za moją książkę Bardzo Ważną Nagrodę, po gali ojciec wysłał mi MMS-a. Odczytałam go na bankiecie pełnym różnych pisarzy, którzy przy mini kanapkach i tartaletkach prowadzili rozmowy branżowe na temat pisarstwa. Tymczasem włączyłam telefon, a w wiadomości, którą dostałam od ojca, było zdjęcie końskiego kopyta. W ten sposób ojciec chciał mi dać znać, że był u niego kowal, który podkuł konie oraz że to jest dopiero prawdziwe życie. Prawdopodobnie jest wiele osób, które uważają pisanie za fanaberię. Ja do nich nie należę. Dla mnie jest to najwyższa konieczność – jedyny skuteczny sposób jaki znam na to, żeby zrozumieć, co się wokół mnie dzieje. Ta właściwość przysporzyła mi dawniej wielu obowiązków. Ponieważ nigdy nie kryłam uwielbienia dla literatury, mój ojciec – tak, znowu on – regularnie obdarowywał mnie książkami na temat myślistwa, hodowli zwierząt i szkolenia psów. Kazał mi czytać i opowiadać sobie treść. Na szczęście odpytywanie z lektur było proste. Mogłam zmyślić wszystko co chciałam. Nikt nie wiedział, co jest prawdą, a co kłamstwem. W ten sposób z czasem zostałam znaną pisarką.